Mój powrót nie jest wcale bezinteresowny. Egoizm przeze mnie przemawia. Po prostu już się duszę i wariuję.
Siwy włos, bezsenne godziny spędzone na przewracaniu się z jednego na drugi bok w moim półtoraosobowym łóżku, w którym śpię sama, zazwyczaj. Raz spałam z NIM. Jeden raz. Potem przez tydzień fizycznie mi go w nim brakowało. Budziłam się w środku nocy z zimna – ja, która przy grudniowym mrozie potrafię spać przy otwartym oknie; obejmowałam poduszkę – ja, którą druga osoba w łóżku parzy i ogranicza swobodę ruchów. Z NIM było inaczej, a w dzień wkoło i do znudzenia niemal masochistycznie słuchałam Marznę bez Ciebie, Marysi Peszek…
Z NIM wszystko jest inne. Od samego początku. Naturalne, bez udawania, silenia się na flirty i quasi-intelektualne dysputy. Komplementy rzucane mimochodem, które przyjmuję bez krzty sprzeciwu. Spojrzenia pełne ciepła i budowanie bliskości, krok po kroku. Od 25 VII. Gesty, spojrzenia, długie rozmowy telefoniczne, taniec, podobno pełen namiętności – tak mówią. Nie wiem. Dla mnie to po prostu jedne z tych nielicznych chwil, gdy mam go tylko dla siebie. Poznań-Toruń. Widujemy się przy okazji. W piątek znowu. I znowu nie wiem czego mam się spodziewać. Wiem, że nie mogę sobie niczego obiecywać. Przecież jest ONA. Ta niezdefiniowana i zagadkowa dla mnie postać, z którą żyje, która jest „jego dziewczyną”, teraz na odległość, wyjechała – nic więcej nie wiem. Nie chciałam, nadal nie chcę, choć chwilami ciekawość mnie pożera.
Jest do mnie podobna?
Pewnie nie. Przecież to z nią jest.
skomentuj (1)
Nie wiem czy jeszcze potrafię pisać bloga. Właściwie czy potrafię pisać cokolwiek. W ciągu ostatnich trzech lat moje pisanie ograniczało się do kilku referatów, notatek, jednej opinii prawnej i jednej recenzji. Nie można tego nazwać imponującym dorobkiem. Dobrze, że wśród tych artykułów i paragrafów nie zatraciłam jeszcze potrzeby czytania… ale przecież nie o czytaniu miało być, a o pisaniu, a właściwie moim powrocie. Bo wracam. Chyba. Sama nie wiem.
Z jednej strony nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a powroty bywają trudne i bolesne, z drugiej… po co oswajać kolejny kawałek wirtualnego świata, kiedy ma się już „swój” i to od lat.
Na razie tchnęłam w niego nowe życie. Nowe kolory. Bo ja też jestem już przecież inna. Inna? Powierzchownie zapewne, ale wewnętrznie? Czy aż tak się zmieniłam od tego pewnego marcowego dnia ponad sześć lat temu, kiedy stawiałam tutaj pierwsze wtedy litery? Pewnie nie. Pewnie jeszcze mniej niż myślę.
Odkryłam dzisiaj swój pierwszy siwy włos - zatem co do zewnętrznej zmiany nie mam wątpliwości i też co do tego, że już nic nie
będzie tak jak dawniej.
Mili Państwo [ojj dobrze wiem, że nikogo tu nie ma i nikt tego nie czyta, ale możemy przecież poudawać, ludzie mają w tym wprawę] wszem i wobec ogłaszam swój powrót!